Tour bleu de Pologne

Ktoś mógłby pomyśleć, że sekcja klubu spod znaku eRki to tylko sukcesy piłkarzy. Kiedyś pisaliśmy o boksie w wydaniu Ruchu, a teraz kilka słów o kolarzach. Oto opowieść o rywalizacji dwóch z nich.

W lecie 1928 roku rozegrano pierwszy Bieg Kolarski dookoła Polski. Na starcie stanęło 71 kolarzy. Najlepszym okazał się Feliks Więcek z Bydgoskiego Klubu Kolarskiego. Tradycja wyścigu była kontynuowana w kolejnych latach. Ponownie została reaktywowana po wojnie. W dniach 13-27 września 1953 roku została rozegrana 10. edycja wyścigu już pod nazwą Tour de Pologne. Rywalizację rozpoczęło 65 kolarzy.

Wyścig zaczynał się od Warszawy, przez Włocławek, Bydgoszcz, Gdańsk, Koszalin, Szczecin, Poznań, Zieloną Górę, Jelenią Górę, Opole, Chorzów, Zakopane, Kielce i kończył się w Warszawie. W sumie do przejechania było 2300 kilometrów.

Pierwsze dwa etapy wygrał urodzony w Chorzowie Henryk Hadasik, na co dzień zawodnik Ruchu (wówczas Unia Chorzów) i założył żółtą koszulkę lidera klasyfikacji generalnej. Utrzymał ją jeszcze podczas 3 etapu. Kolejny wyścig wygrał Mieczysław Wilczewski, który również reprezentował niebieskie barwy Ruchu. Po czwartym etapie jego kolega z drużyny Hadasik stracił przodownictwo na rzecz Wacława Wójcika, zawodnika Legii (wówczas CWKS Warszawa) który był faworytem prasy do wygrania całego wyścigu.

Zdjęcie: Henryk Hadasik

Prasa śląska napisała po czterech wyścigach o Hadasiku: Jest to (…) najpracowitszy kolarz wyścigu, który w każdej sytuacji nie szczędzi sił by wzmocnić tempo czołówki lub uskrzydlić wysiłki kolegów do pogoni za uciekinierami.

Piąty etap wygrał Wilczewski. Szósty etap, który kończył się w Poznaniu ponownie wygrał Hadasik. Na sześć etapów aż pięć wygrali zawodnicy Ruchu, ale liderem ciągle był Wójcik. Od 7 etapu żółtą koszulkę założył Wilczewski. I nie oddał jej już do końca Tour de Pologne.

Niestety Henryk Hadasik złapał gumę na trasie 7 etapu i stracił on sporo minut do swojego klubowego kolegi, co spowodowało, że strata na tym etapie była już nie do obrobienia. Ostatecznie Hadasik zajął na koniec wyścigu 8 miejsce w klasyfikacji generalnej. Jednak najważniejszy etap dla obu chorzowskich kolarzy miał się dopiero odbyć.

24 września 1953 roku kolarze wyjechali z Opola na liczący 165 kilometrów dziesiąty etap, który kończył się na torze stadionu Ruchu w Chorzowie. Trasa był dość prosta, poza ponad kilometrowym wzniesieniem przed Łaziskami. Od początku wyścigu uformowała się kilkuosobowa grupa, w której prym wiódł Wiśniewski z Wawelu (wówczas OWKS Kraków), który dwukrotnie miał jednak defekt na trasie. Przed Katowicami grupa uciekinierów liczyła czterech kolarzy: Wójcik i Królak z Legii oraz Hadasik i Wilczewski z Ruchu. Na chorzowski stadion o godzinie 16:30 wjechała trójka kolarzy, ale o pierwsze miejsce walka toczyła się już tylko pomiędzy Hadasikiem i Wilczewskim. Obu bardzo zależało aby wygrać na swoim terenie. O centymetry wygrał Hadasik i to on przed tysiącami kibiców Ruchu zgromadzonych na widowni chorzowskiego stadionu mógł unieść ręce w geście tryumfu. Wielkie brawa otrzymał również Wilczewski oraz pechowiec Wiśniewski, który ostatnie 300 metrów przebiegł z rowerem na ramieniu.

Zdjęcie: finisz na boisku Ruchu (po prawej Hadasik)

Zdjęcie: Henryk Hadasik odbiera kwiaty po zwycięstwie na stadionie Ruchu

Mieczysław Wilczewski na ostatnich trzech etapach nie dał sobie wydrzeć żółtej koszulki lidera i wygrał 10. edycję wyścigu Tour de Pologne. Prasa o nim napisała: Tak jak swą świetną jazdą Mieczysław Wilczewski wywołał wiele radości wśród niezliczonych dziesiątków tysięcy miłośników kolarstwa, tak nieopanowanymi odruchami na ostatnich etapach przysporzył szczerym swoim zwolennikom sporo kłopotu (…) Przykro jest mówić o tych sprawach (…) dotyczą one zagadnień wychowania sportowców i Wilczewski jest właśnie zawodnikiem potrzebującym troskliwej opieki wychowawczej, a jednym z pierwszych zadań kierownictwa naszego kolarstwa jest właśnie otoczenie go taką troskliwą i koniecznie pełną życzliwości opieką (…)

Zdjęcie: Zwycięzca 10. edycji TdP – Mieczysław Wilczewski

Wilczewski był człowiekiem, który nie akceptował propagandy komunistycznej, często wyrażał na ten temat swoją opinię, ponadto wiedział, że sukces i pieniądze tkwią w zawodowym kolarstwie, co dla ówczesnej władzy było nie do zaakceptowania. W latach 70. Wilczewski wyemigrował do Stanów Zjednoczonych i tam pozostał do końca życia.

Tradycje kolarstwa w Ruchu były kontynuowane do początku lat 90, ale takiej niebieskiej dominacji jak w wyścigu w 1953 roku nie było już nigdy w tej dyscyplinie sportu. Tour de Pologne na długie lata opuścił Chorzów i powrócił na lotną premię w 2015 roku.

Autor: Grzegorz Joszko

Wolne strony

Na początek podziękowania. Wygraliśmy głosowanie z budżetu obywatelskiego dzięki zaangażowaniu wielu osób, przyjaciół, rodziny, kibiców, znajomych i chorzowskiego klubu. Dziękujemy Wam wszystkim i każdemu z osobna. O postępach w realizacji będziemy was informować na bieżąco.

Jak wspominaliśmy wcześniej to dopiero mały kroczek, który uczyniliśmy dla propagowania historii Ruchu. Następny jeszcze w tym roku. Będzie to książka o zdobyciu 14 tytułów mistrza Polski. Sezon po sezonie opowiemy o ludziach, którzy przyczynili się do każdego mistrzowskiego lauru.

W książce zostało nam kilka wolnych stron dla reklamodawców. Jeśli wasze firmy chciałyby zamieścić w książce swoją reklamę, prosimy o kontakt mailowy: grzej@historiaruchu.pl

Książka powinna pojawić się w drugiej połowie grudnia. Pod choinkę.

Autor: Grzegorz Joszko

Głosowanie

Tak sobie pomyśleliśmy, że Budżet Obywatelski to taka fajna inicjatywa mieszkańców, żeby coś przygotować, coś odnowić czy coś zbudować.

Tak sobie pomyśleliśmy, że fajnie byłoby w Chorzowie zrobić szlak historii Ruchu Chorzów i zaczerpnąć trochę z tego budżetu. Ustawić plansze informacyjne w mieście aby uzmysłowić mieszkańcom, że to miasto żyje piłką nożną w niebieskich barwach. Okrasić to wszystko wirtualnym spacerem jakby się komuś nie chciało chodzić.

Od zeszłego tygodnia trwa głosowanie na najlepsze wnioski (tutaj możecie sprawdzić wyniki) i szanując inne projekty czujemy się tak jakby spadł na nas worek cementu z czwartego piętra. Otóż mimo zakrojonej akcji informacyjnej przegrywamy z muralem. Nie czujemy żalu, tylko zdziwienie.

Dziękujemy wszystkim, którzy głosowali. Dziękujemy wszystkim, którzy nas wspierali i będą jeszcze wspierać. Głosowanie trwa jeszcze do 27 października, możecie głosować całymi rodzinami. Tutaj jest link go głosowania.

Poniższe zdjęcia przedstawiają dwa budynki, które kipią przedwojenną historią Ruchu. Chcecie wiedzieć jaką?

Szlak historii Ruchu Chorzów

Intencją naszego portalu historiaruchu.pl jest propagowanie historii Ruchu Chorzów na wielu płaszczyznach m.in. aby pamiętać o tym, że historia miasta, to historia klubu. I z tej okazji kilka słów o wniosku, który złożyliśmy w ramach Budżetu Obywatelskiego.

Budżet Obywatelski to sposób planowania oraz konsultowania zadań finansowanych ze środków publicznych, a realizowanych przez Urząd Miasta lub podległe mu jednostki. Jego cechą charakterystyczną jest to, że mieszkańcy tworzą, zgłaszają i wybierają w głosowaniu projekty związane z funkcjonowaniem swojej dzielnicy lub miasta.

Wniosek „Historia Ruchu Chorzów – tablice informacyjne oraz strona z wirtualnym spacerem” został pozytywnie zatwierdzony przez komisję ds. opracowania propozycji zadań realizowanych w ramach 5. edycji Budżetu Obywatelskiego Chorzowa w ramach działania społecznego.

Intencją wniosku jest uświadomienie i szerzenie historii Ruchu Chorzów wśród mieszkańców, i osób odwiedzających miasto poprzez ustawienie tablic informacyjnych z najważniejszymi wydarzeniami, miejscami czy osobami, które miały związek z historią Niebieskich. Tablice staną w miejscach, gdzie odbył się pierwszy mecz, gdzie miała miejsce pierwsza siedziba itd. dodatkowo powstanie strona internetowa pozwalająca wirtualnie obejrzeć te miejsca.

Głosowanie potrwa od 16 do 27 października 2017 roku.

Punkty do głosowania:

Urząd Miasta Chorzów, ul. Rynek 1

Biblioteka Miejska:

Centralna Wypożyczalnia ul. J. Sobieskiego 8

Filia nr 1 ul. Główna 21

Filia nr 2 ul. Ryszki 11/13

Filia nr 3 ul. Kasprowicza 2

Filia nr 4 pl. Waryńskiego 4

Filia nr 5 pl. Mickiewicza 4

Filia nr 6 ul. Hankego 6

Filia nr 9 ul. Prusa 7

Filia nr 14 ul. Opolska 4

Filia nr 18 ul. Gwarecka 4

Filia nr 19 ul. Kilińskiego 2

Wyciąg z Regulaminu Budżetu Obywatelskiego (paragraf 6):

  1. Głosowanie na propozycje zadań w ramach Budżetu Obywatelskiego Chorzowa następuje wyłącznie przez formularz elektroniczny dostępny na stronie bo.chorzow.eu.
  2. W ramach Budżetu Obywatelskiego Chorzowa głosować mogą osoby, które: a. są zameldowane na terenie miasta Chorzowa – weryfikacja na podstawie nr PESEL i nazwiska panieńskiego matki, b. są niezameldowane, ale mieszkają, pracują lub uczą się na terenie Miasta Chorzowa. Osoby te mogą zagłosować po weryfikacji w Urzędzie Miasta.
  3. Każdy głosujący ma do dyspozycji 5 punktów na zadanie inwestycyjne i 5 na zadanie społeczne, aż do wyczerpania puli dostępnych punktów.
  4. Głosy będzie można oddać na publicznie dostępnych komputerach zlokalizowanych w filiach biblioteki miejskiej i w urzędzie miasta. Lista punktów zostanie umieszczona w załączniku nr 3 – Punkty do głosowania
  5. Elementem weryfikacji oddanych głosów będzie podanie kodu wysłanego sms-em. Jedyne miejsce, gdzie weryfikacja kodem sms nie będzie obowiązywać to punkt do głosowania w urzędzie miasta.
  6. Głosy oddane po upływie określonego terminu nie będą rozpatrywane.

Mobilizacja? Motywacja? Potencjał?

Czy jeszcze coś musimy dodać?

Przekazujcie dalej!

Autor: Grzegorz Joszko

Ruch w Siedlcach

Rok 1932 obfitował w różne wydarzenia, których konsekwencje były odczuwalne w następnych latach np. pewien Austriak z krótkim wąsikiem otrzymał niemieckie obywatelstwo, Japończycy naparzali wszystkim jak leci, książę Szwecji poślubił swoją kuzynkę, Polacy zawarli pakt o nieagresji z ZSRR, strajkowali górnicy i rolnicy, a jeden z najsłynniejszych polskich przedwojennych lekkoatletów Janusz Kusociński ustanowił rekord Polski w biegu na 1500 m wynikiem 3:54,0 s. na pięknym i nowoczesnym obiekcie w Królewskiej Hucie (dzisiaj w Chorzowie stoi tam market).

Grała również liga.

W rozgrywkach ligowych w sezonie 1932 występował beniaminek Wojskowy Klub Sportowy 22. pułku piechoty Siedlce, który w barażach do ligi pokonał mi.n. Naprzód Lipiny. WKS Siedlce przyjechał do Wielkich Hajduk w ramach 5 kolejki ligowej. Kibice Niebieskich ciekawi beniaminka zjawili się na stadionie w liczbie ponad 4 tysięcy. Sympatyków spod znaku eRki w pierwszych 45 minutach spotkał spory zawód, Ruch przegrywał 2:1 i grając bez Teodora Peterka miał w ataku lukę, której nie był w stanie żaden z rezerwowych wypełnić. Słupki, poprzeczki, bramkarz – nie udało się zmienić wyniku z pierwszej połowy. Porażka. Prasa napisała:

Sympatje widzów były całkowicie po stronie Ruchu, który niesłusznie i niesprawiedliwie oddał gościom dwa punkty. 22 p.p. zwycięstwo swe uważać musi za wyjątkowo szczęśliwe (…) 22 p.p Siedlce niepotrzebną swą ostrą grą stracił sympatję całej publiczności, zwłaszcza liczne faule i głośne rozmowy tych graczy nie powinny mieć miejsca (…)

Kibice nie byli zadowoleni z porażki oraz z faktu, że zawodnicy WKS-u zachowywali się prowokacyjnie. Na reakcję nie trzeba było długo czekać. Prasa napisała:

Podniecony tłum po zawodach wtargnął na boisko, a jakieś indywiduum znieważyło go (sędziego Arczyńskiego – przyp.autora) nawet czynnie. Dopiero interwencja policji, która aresztowała napastnika, położyła kres temu niepożądanemu zajściu.

Rewanż odbył się kilka miesięcy później 9 października 1932 roku. Ruch ponownie osłabiony brakiem Peterka, ale również Urbana i Badury, czyli wówczas podstawowych zawodników drużyny przyjechał aby odkuć się za porażkę u siebie. Pech opuścił drużynę Niebieskich i został przekazany Wojskowym, którzy nie strzelili karnego, nie trafili do pustej bramki, obijali słupki i poprzeczki.

Ruch miał w bramce Edwarda Kurka, wspaniałego bramkarza, który popisywał świetnymi interwencjami, a w ataku Alfreda Gwoździa (lub Gwosdzia). Napastnik ten w 18 minucie strzelił bramkę ustalając końcowy wynik meczu na 1:0 dla Ruchu. Prasa napisała:

Ostatnie chwile należą bezsprzecznie do gospodarzy. Ruch jednak ostro odpiera ataki, a nawet przechodzi do gry faul na czem najbardziej ucierpiał Świętosławski, którego zniesiono z boiska (…)

Za porażkę kibice Wojskowych obarczają sędziego i graczy Ruchu, na których posypały się z trybun kamienie. Kibice wtargnęli na boisko i otoczyli sędziego, którego od pobicia uratowała policja. Do ataku na Hajduczan podburzał niedawno kontuzjowany Świętosławski, zawodnik drużyny z Siedlec. Kibice WKS zablokowali wyjście z boiska i znowu policja musiała rozgonić wojskowe towarzystwo. Kiedy graczom Ruchu udało się w końcu wyjść ze stadionu, dorożki, które miały ich odwieźć do hotelu znowu zostały obrzucone gradem kamieni. Dorożkarze uciekli w popłochu. Piłkarze Ruchu obawiając się o swoje życie schronili się w pobliskim domu. Działacze 22.p.p. wezwali dodatkowe posiłki policji. W końcu Hajduczanie mogli się udać do swojego hotelu, a później w drogę powrotną pociągiem do domu. Atrakcji moc. Ważne, że z happy endem.

W okresie przedwojennym drużyna Ruchu jeszcze raz zawitała do Siedlec i ponownie wygrała tam w stosunku 5:3.

Dzisiaj kolejna wizyta. Czas przekazać pecha i wygrać…

Autor:

Jak to było z tym tłitem

Krótka opowieść, jak to było z tym twittem:

Założyć bloga o Ruchu – ☑

Sprawdzić jakie archiwa ma klub – ☑

Sprawdzić, co kryją zasoby biblioteczne – ☑

Szukać ciekawostek na chybił trafił (kompletnie nie trafiony pomysł) – ☑

Sznupać, sznupać po bibliotekach – ☑

Usystematyzować zbieractwo, pozakładać katalogi rocznikowo – ☑

Odwiedzać rodziny przedwojennych piłkarzy – ☑

Pamiętać aby najciekawszych historii nie publikować na TT i na blogu – ☑

Zacząć odwiedzać sądy, muzea, kościoły, szpitale, urzędy – ☑

Założyć swoją stronę – ☑

Znaleźć współtwórców – ☑

Pomyśleć o wydaniu książki – ☑

Ciągle sznupać, sznupać po bibliotekach (to nie ma końca) – ☑

Obserwować spadek i upadek klubu – ☑

Odłożyć wszystko w cholerę – ☑

Zostać natchnięty *) -☑

Podjąć kluczowe decyzje – ☑

Czas wrócić do pisania – ☑

Opublikować wszystko za darmo w formie przystępnej dla wszystkich – ☐

3 lata wolnych chwil, bo przecież prowadzę własną firmę i mam dwójkę szkolnych dzieci. To zbieranie nigdy nie było robione dla siebie, kasy czy poklasku. Wystarczy być kibicem Niebieskich, ktoś może powiedzieć, że to niewiele. Nie, to znaczy wszystko.

Nie będzie żadnych deklaracji czasowych, co do ostatniego punktu, ale ten moment się zbliża, bo choć cierpliwość jest gorzka, to jej owoc ma słodki smak..

*) Jedna z osób, z którą rozmawiałem powiedziała mi tak:

„Nie ma Pan pojęcia jak się cieszę, że jeszcze dzisiaj jest ktoś, kogo to wszystko o Ruchu interesuje”

Koniec pewnej ery

Dokładnie 78 lat temu 20 sierpnia 1939 HKS Ruch Chorzów rozegrał swój ostatni mecz ligowy przegrywając go dość sromotnie 2:5 z Wartą Poznań.

Sezon 1939 nigdy nie został dokończony. A jak potoczyłaby się dalej historia polskiej piłki nożnej i Ruchu Chorzów, gdyby nie wybuch II WŚ oraz wieloletni reżim komunistyczny?

Macie jakieś pomysły?  Gdzie dzisiaj byłby klub?

Statystycznie rzecz biorąc

Statystyka to nie gra, ale już gra statystyką …

Tak patrzę sobie na poczynania trenera Ruchu Krzysztofa Warzychy. Kibicuję mu, bo kibicuję Niebieskim, ale postanowiłem korzystając z encyklopedii Ruchu Chorzów wydawnictwa GiA prześledzić pewne niechlubne statystyki, w których trener się zapisał.

Jak się okazuje obecna passa bez zwycięstwa drużyny Ruchu (która jeszcze trwa) znalazła się na trzecim miejscu zestawienia ilości meczy bez zwycięstwa.

Widać jak na dłoni, że były to okresy związane ze spadkami z ekstraklasy. Co ciekawe w zestawieniu dwukrotnie znaleźli się: Jerzy Wyrobek, Waldemar Fornalik i Władysław Żmuda. Na podium znaleźli się:

1 miejsce

14.04.1990 – 15.09.1990r. 16x (meczy) bez zwycięstwa: Jerzy Wyrobek, Zdzisław Podedworny

2 miejsce

27.10.1985 – 16.04.1986r. 14x bez zwycięstwa: Władysław Żmuda

3 miejsce

03.04.2017 – 02.06.2017r. 11x bez zwycięstwa: Waldemar Fornalik, Krzysztof Warzycha (passa trwa)

12.02.2016 – 15.05.2016r. 11x bez zwycięstwa:  Waldemar Fornalik

05.04.2003 – 03.06.2003r. 11x bez zwycięstwa: Piotr Mandrysz

07.09.2003 – 20.03.2004r. 11x bez zwycięstwa: Jerzy Wyrobek

27.09.1986 – 01.04.1987r. 11x bez zwycięstwa: Władysław Żmuda

W niektórych przypadkach te passy przerwane zostały przez walkower na korzyść Ruchu, co niestety nie odzwierciedla pełnej skali statystycznej.

Trener Krzysztof Warzycha nie zaznał jeszcze smaku zwycięstwa, ma na swoim koncie 7 meczy ligowych i zero zwycięstw. W historii byli trenerzy, którzy debiutując po raz pierwszy na chorzowskiej ławce nie poznali tego smaku wcale, ale najdłużej bez zwycięstwa był trener Zdzisław Podedworny, który w 1990 roku wygrał dopiero 9 mecz na ławce trenerskiej. Podium wygląda następująco:

1 miejsce

Zdzisław Podedworny – 8 meczy bez zwycięstwa od debiutu

2 miejsce

Krzysztof Warzycha – 7 meczy bez zwycięstwa (obecny trener, passa trwa)

3 miejsce

Jacek Machciński, Alojzy Łysko – 5 meczy bez zwycięstwa

Ani jednego meczu nie wygrali, jako trenerzy Ruchu:

  • Franciszek Tim, Jacek Góralczyk – 3 mecze bez zwycięstwa (trenerami byli tylko przez 3 mecze)
  • Hubert Pala – 1 mecz bez zwycięstwa (trenerem był tylko przez jeden mecz)

Statystyka to nie jest moja ulubiona dziedzina życia, dlatego proszę nie kopiować tego opracowania bezkrytycznie, zresztą już za chwilę te dane będą nieaktualne.

Autor: Grzegorz Joszko

Źródło: Encyklopedia piłkarska FUJI, kolekcja klubów, tom I: Ruch Chorzów, Andrzej Gowarzewski, Katowice 1995

Lepiej

Strasznie długo się zbierałem do napisania tego tekstu. Strasznie było mi ciężko. Niestety mój pesymizm i przeczucie nie odpuszczało mnie od początku 2016 roku. Teraz nie mam zamiaru odgrzebywać ran, szukać winnych czy szukać usprawiedliwień. Stało się. Spadliśmy i ciągle spadamy w otchłań i czeluście miejsc niegodnych 14-krotnych mistrzów Polski.

Prawie chciałem powiedzieć amen, ale kurde należę do pokolenia czterdziesto- parolatków, dla których nie ma półśrodków, rozwiązań chwilowych czy odczuwania pozornej radości. Wszystko albo nic. Dlatego jestem, żyję i będę żył. I muszę o tym napisać.

Długo zbierałem materiały o byłym właścicielu klubu, który teraz grypsuje zza krat. Historia jego poprzedniego miejsca pracy idealnie pasuje do tego, co zrobił z naszym klubem. Różnice były niewielkie. TO on – Dariusz Smagorowicz – jest winny całej tej sytuacji. Chciałem napisać, że doprowadził ten klub na skraj przepaści, ale nie – my jesteśmy już w tej przepaści. I to on nas tam zrzucił.

Nie wziął jeńców. Wytarł ręce.

Jakby tego było mało, kolejny gracz na niebieskiej scenie – najpierw przytulił kasę za francuski transfer, a później jakby nigdy nic przytulił kolejne karty niebieskich graczy. Zamiast wniosku o licencje, przygotował wniosek o upadłość. Tak, tak. Game over. The End.

Nie wziął jeńców. A jeszcze będzie brał.

Walka kolejnej niebieskiej osobowości to jest jak walka z cieniami. Mógł wybrać drogę na skróty, łatwą i przyjemną, ale wybrał drogę przez las cierniowy, a kiedy już z niego wyszedł okazało się, że to tylko przejście do następnego lasu i następnego. I tak bez końca. Niestety w tej potyczce zaczęły się pojawiać błędy i ruchy niezrozumiałe, które można było rozwiązać inaczej, lepiej. Niestety, nie było nikogo z głosem rozsądku.

Na razie chylę lekko czoło. Za wkładane serce.

Do kogo mam jeszcze żal. Zastanówmy się przez chwilę. Waldemar Fornalik, żeby była jasność nie mam do niego pretensji, że odszedł. Nie. Mam pretensje, że nie odszedł wcześniej. W 2016 roku zespół, który prowadził wykręcił najgorszy wynik w historii tego klubu. 3 zwycięstwa na własnym boisku na 17 możliwych. W sumie 22 porażki w 36 meczach i stosunek bramek 41-66. Mnie byłoby wstyd, ale trener najpierw nie skomentował faktu, że podpisał nowy kontrakt, a później się pożalił, że jednak go nie podpisał. Rozumiem, że nowy właściciel miał swój pomysł, rozumiem, że piłkarze mieli go już dość, ale trener Fornalik wykręcił fatalny wynik punktowy i wbrew temu, co sądzi nie utrzymał klubu w ekstraklasie. Przyczynił się do jego spadku. Jest współwinny, czy mu się to podoba czy nie.

Mimo szacunku za dokonania, czuje niesmak.

Tak, tak. Kto tam jeszcze został? A tak – kolejna legenda Krzysztof Warzycha. Wspaniały piłkarz. Idealnie pasuje przysłowie, że nie każdy dobry piłkarz – jest dobrym trenerem. Niektórzy na siłę próbują stać się trenerem, ale niestety nie wychodzi im to na dobre, im i klubom, które prowadzą. Przecież gołym okiem widać było, że piłkarze oddychają rękawami – byli fizycznie zajechani i to między innymi spowodowało, że nie byli w stanie podjąć walki. I żeby było śmieszniej, ofiarami zostali asystenci Warzychy, co akurat w przypadku Wojtka Grzyba jest moim zdaniem grubym błędem. Prawda jest taka, że to on dzisiaj ma większy szacunek na trybunach niż Warzycha, którego pamiętające pokolenie przestało chodzić na mecze.

Niestety nie byłbym sobą, gdybym nie napisał jeszcze o jednym aspekcie. Z Krzysztofa Warzychy jest świetny motywator, który daje jasno do zrozumienia, że pierwsze 3 mecze musi zagrać tym, co ma – czyli niczym, a później dotrą zagraniczni zawodnicy i wtedy będzie super. Boli, szczególnie tych, co zostali. Niestety widziałem 3 ostatnie sparingi i ja tam widziałem ciężkie nogi, brak ładu, składu i jakiejkolwiek koncepcji, a ten zagraniczny zaciąg to surowa pizza, bez dodatków – spróbujcie jak smakuje. Brakuje obrońców – bierzemy jednego, a oprócz tego dwóch pomocników (jeden z wadą wzroku) i bramkarza. Jeśli w nich Warzycha widzi zbawienie, to niech obejrzy popularny film na kasetach VHS pod tytułem „Nic nie widziałem, nic nie słyszałem”, gdzie głównymi bohaterami jest niewidomy i głuchy.

Nic z tego nie będzie. Nic.

Czy ktoś został jeszcze na tapecie? A tak, bym zapomniał piłkarze, którzy tęsknią za Smagorowiczem, nie czują się winni spadku, a nawet współwinni. Oni wykonywali swoje obowiązki zgodnie ze swoimi umiejętnościami. Mają żal do wszystkich i do wszystkiego. Nie ma co tracić dobrego samopoczucia. Jesteście współwinni. Zapisaliście swój akapit w historii. Rozumiem, że czujecie się źle, ale zrozumcie, że my kibice przeżywamy to, tak samo mocno, jak nie mocniej niż wy. Czujemy się rozgoryczeni i smutni. Niestety również nie jesteśmy bez winy, bo brak reakcji – jest też reakcją.

Boję się, że wobec kibiców zapłacą ci piłkarze, co zostali. Szczególnie ci młodzi. Musimy dla tej ekipy być wyrozumiali, będzie ciężko, ale jak ich spalimy inwektywami, to już nic z tego nie będzie.

Już prawie kończę, tylko jeszcze akapit o nowym sezonie. Bardzo mi się podobają nowe koszulki (na razie wizualnie), a o tym, co nas czeka zacytuję, to co mi napisał mój dobry kolega:

„Lubisz klimaty sado-maso?

Gangbang?

Ci co lubią, to będą mieć zajebisty sezon.

To będzie rzeź i pasmo upokorzeń”.

Ja niestety nie lubię takich klimatów i mam nadzieję, że będzie inaczej.

Lepiej.

Autor: Grzegorz Joszko

2 zegary i 10 bramek Wilimowskiego

 

Dokładnie 78 lat temu 21 maja 1939 roku miał miejsce na Cichej mecz podwójnie historyczny. Pierwszy raz uciekające minuty spotkania odmierzała precyzyjna wskazówka chronometru Omega, a 90 minutowych odcinków, które pokonała w ten dzień wypełnione było wydarzeniami prawdziwie wiekopomnymi. Ruch wygrał z Unionem Touring Łódź 12:1, zaś Ernest Wilimowski zapisał na swoim koncie okrągłe 10 bramek!

Od rana nad Chorzowem unosiły się ołowiane chmury, deszcz który przyniosły uczynił boisko (zgodnie z relacją Polski Zachodniej):

„Śliskiem, tudzież potworzył liczna bajorka, które w wysokim stopniu utrudniały normalną grę”

Fatalna pogoda sprawiła, że mecz oglądało zaledwie 2000 widzów, którzy, jak już wrócili do domów i porządnie wyschli, mogli czuć się prawdziwymi szczęśliwcami.

Niebiescy wybiegli na murawę w następującym składzie: w bramce Walter Brom, w obronie Edmund Giemza i Józef Ibrom, linię pomocy utworzyli Henryk Mikunda, Fryderyk Skrzypiec i Emil Fica. Piątkę napastników stanowili Ewald Kruk, Władysław Słota, Teodor Peterek, Ernest Wilimowski i Gerard Wodarz.

Od początku spotkania uwidoczniła się przygniatająca przewaga Ruchu. Dość powiedzieć, że w całej pierwszej odsłonie meczu goście zaledwie dwukrotnie przedostali się pod pole karne Ruchu. Niebiescy z kolei nie mieli najmniejszych problemów z tworzeniem sobie sytuacji bramkowych. Dobrze poczynaniami ataku kierował Peterek, niezawodnym egzekutorem okazał się Wilimowski. W pierwszej połowie pokonał bramkarza gości trzykrotnie w 13, 21 i 32 minucie gry. Według chętnie powtarzanej legendy Ernest Wilimowski miał założyć się w przerwie z jednym z kibiców o złoty zegarek, że strzeli w całym meczu 10 goli. Czy tak było naprawdę tego już nie rozstrzygniemy, faktem jest jednak, że w drugiej połowie rozpoczął się szalony pościg Eziego za magiczną 10-tką.

W obliczu słabości rywala (Jednostronny trening na bramkę Unionu – Polska Zachodnia) Niebiescy porzucają wszelką taktykę i usiłują strzelać z dalszych odległości”. W ataku bryluje oczywiście Wilimowski, dzielnie sekundują mu Wodarz i Słota. W 53 minucie pada najładniejszy gol meczu – strzał Eziego z 16 metrów ląduje w samym rogu bramki łodzian, 4 zero, 4 gole Eziego. Kolejne bramki będące efektem znakomitych kombinaji ataku Ruchu padają w odstępie 5 minut pomiędzy 65 a 70 minutą. Ezi, Ezi, Ezi. 7:0 dla Ruchu i 7 goli dla Wilimowskiego. W 72 minucie po wątpliwym zagraniu ręka w polu karnym arbiter dyktuje 11 dla Unionu, Świętosławski zamienia go na honorową bramkę dla swojej drużyny. 75 minuta przynosi kolejną bramkę Wilimowskiego. 8:1 Teraz i Peterek pragnie zapisać się w protokołach meczowych i trafia dwukrotnie. Ruch prowadzi już 10:1. Ostatnie minut to jeszce popis Wilimowskiego który w 85 i 89 minucie zdobywa swoją 9 i 10 bramkę w meczu.

„Ruch zadowolił; nie zlekceważył przeciwnika, ale przekonał go o swej wartości. Dobry był atak i pomoc, obrona nie miała okazji wyprobować swych możliwości”.

Tyle o meczu „Polska Zachodnia”„Gwiazdą spotkania był Wilimowski, a jego rekord 10 bramek w jednym meczu ligowym długo zostanie nienaruszony. Mimo to gra Wilimowskiego nie była bez zarzutu. Było w niej za dużo cyrkowych sztuczek i za mało pomocy sąsiadom, naczym stracił dobrze grający Wodarz” Taką lakoniczną notatką podsumował „Przegląd Sportowy” niebywały wyczyn Eziego.

Dziennikarze „Przeglądu…” pewnie nie wiedzieli jak bardzo mieli racje w kwestii trwałości ustanowionego rekordu. Od meczu Ruchu z Unionem mija właśnie 78 rok. Nie wydaje się możliwym aby we współczesnej piłce ktoś był w stanie kiedykolwiek wymazać rekord Wilimowskiego z tablic.

Autor: Andrzej Godoj