Wszystkie wpisy, których autorem jest admin

98 lat

Gdy miał roczek zremisował 2:2 z drużyną „Sosnowiec 13”

Gdy miał 5 lat wygrał rozgrywany po raz pierwszy w historii Puchar Fliegera, w którym startowały 44 śląskie drużyny.

Gdy miał 10 lat uroczystości trwały tydzień. Były organizowane na przełomie października i listopada.

Gdy stuknęło mu 15 lat w użytkowanie otrzymał nowy stadion piłkarski, wówczas jeden z największych i najnowocześniejszych w Europie.

Gdy został pełnoletni miał na swoim koncie 5 tytułów mistrza Polski w piłce nożnej.

W wieku 20 lat poniósł ogromne straty, majątek, puchary, archiwa wszystko przepadło.

W wieku 25 lat odrodził się na nowo, lecz stracił swój stadion. We wrześniu na obcym boisku zorganizował turniej jubileuszowy.

W wieku Jezusowym zdobył po raz 8 tytuł mistrza Polski.

Równo w 40. urodziny zdobył tytuł mistrzowski po raz dziewiąty. I otrzymał nowy sztandar klubowy.

Zdjęcie: Przekazanie sztandaru klubowego

Na Abrahama zremisował z Pogonią Szczecin.

Na 55. urodziny zdobył 12 tytuł mistrzowski.

W 66. urodziny stał się ostatnią polską drużyną, która spadła z piłkarskiej ekstraklasy.

W swoje 69. urodziny zdobył tytuł mistrzowski nr 14.

Na 76. urodziny po raz trzeci zdobył puchar Polski.

83. urodziny to trzeci spadek z najwyższej klasy rozgrywkowej.

Gdy miał 90 lat zdobył brązowy medal w polskiej ekstraklasie.

W wieku 95 lat – urodziny obchodził jego 80 letni stadion.

W swoje 98. urodziny przegrał w pierwszej lidze z Pogonią Siedlce 0:6 ustanawiając rekordową porażkę na swoim stadionie w rozgrywkach ligowych i tym sam przesądzając spadek do II ligi. Nigdy tam jeszcze nie występował.

 

Autor: Grzegorz Joszko

Tłuczenie niewinnej piłki

24 kwietnia 1932 roku Ruch Wielkie Hajduki wybrał się na mecz do Krakowa, nie była to jednak ani Wisła, ani Cracovia – lecz ówczesny mistrz Polski – Garbarnia Kraków. Ten mecz był debiutanckim występem bramkarza Eryka Kurka, który zasilił szeregi Ruchu z KS „06” Załęże. Pewnie w tym meczu nie byłoby nic dziwnego gdybyśmy nie sięgnęli po krakowski tygodnik „Raz Dwa Trzy”. Obok relacji pojawiają się dwa zdjęcia obu drużyn: krakowskiej i hajduckiej. Po lewej stronie gazety Ruch, po prawej Garbarnia, lecz dziennikarze pomylili podpisy pod zdjęciami, co pewnie pozostałoby niezauważone, gdyby nie druga ciekawostka związana z tym spotkaniem, na środku ataku zagrał zamiast napastnika – bramkarz Alojzy Komander, który musiał zastąpić Teodora Peterka, który nie otrzymał przepustki z jednostki wojskowej w Warszawie. Komander wywiązał się ze swoich obowiązków bez zarzutów, nawet wtedy, kiedy pod koniec meczu zamienił się pozycją z Ewaldem Urbanem i grał na pozycji prawego pomocnika.

Relacje prasowe sporo miejsca poświęcają obu drużynom, O tej z Górnego Śląska, piszą szczególnie pod kątem wielkiego zaangażowania w grze. Jednak przywołany wcześniej krakowski tygodnik sportowy nie zostawił suchej nitki o poziomie meczu:

Właściwie trudno znaleźć określenie na to, co widziano na boisku Garbarni. Gra – ani nawet walką nazwać tego nie można raczej już chyba „tłuczeniem niewinnej piłki”. 90 minut pobytu obu drużyn na boisku było próbą cierpliwości dla 4.000 publiczności, która wreszcie częściowo z humorem, a więcej jeszcze ze złością poczęła odnosić się do wydarzeń boiskowych. W sumie wiała z boiska beznadziejność, która musi w przyszłości zniknąć, jeżeli nie chce się stracić publiczności.

Tygodnik „Raz Dwa Trzy” nie tylko pomylił podpisy pod zdjęciami, ale również pomylił zawodników Ruchu. Czasami trzeba mocno zagłębić się w temat, a i tak nie ma pewności, że nie popełniło się błędu. Tutaj na szczęście w identyfikacji pomogło bardzo dobrej jakości zdjęcie z serwisu Narodowego Archiwum Cyfrowego.

Od lewej stoją: Józef Wieczorek (archiwista i działacz Ruchu), Wodarz (w czepku na głowie), Sobota, Katzy, Kurek, Urban, Buchwald, Kusz, Komander, Badura, Dziwisz, Zorzycki. Zdjęcie pochodzi z zasobów NAC.

Co jeszcze można zauważyć na tym zdjęciu: za zawodnikami Ruchu znajduje się reklama zachęcająca do picia piwa, Gerard Wodarz ma ciemniejsze spodenki od wszystkich innych zawodników, no i specjalne nakrycie głowy. Jak widać po fryzurach innych piłkarzy najprawdopodobniej wiał dość mocny wiatr. Czy to jest odpowiedź na czepek Gerarda Wodarza? Tego pewnie się już nie dowiemy. Mecz zakończył się bezbramkowym remisem.

Rok później drużyna Ruchu zdobyła swój pierwszy tytuł mistrzowski. 86 lat później drużyna Ruchu ponownie tłucze niewinnie piłkę, jednak tym razem jest w drodze do…

Autor: Grzegorz Joszko

Niebiescy

Skąd się wziął przydomek „Niebiescy” o drużynie Ruchu Chorzów? Takie ostatnio wrzuciłem hasło na Twittera. Ciekawe pojawiły się odpowiedzi. Najbardziej przypadła mi do gustu anegdota, jak to diabeł z archaniołem spotkali się na meczu Ruchu. Dlaczego? Przeczytajcie.

Anegdota

Podczas jednego szpilu (dane którego są niekonkretne) siedzioł Bies ze Gabryjelym i oglondali. Drużyna Ruchu grała jak natchniono i Gabryjel ryknoł

– Wyście som Anielscy

Na co Bies:

– NIE!

– BIESCY

Kibice usłyszeli i tak ostało…

AKS

Opowieści i legend jest dużo więcej, jedna z nich jest taka, że „Niebiescy” swoją nazwę wzięli od strojów pracowników Huty Bismarcka (później Batory) w jakich ćwiczyli piłkarze Ruchu. Inną ta, że AKS Królewska Huta (później Chorzów) miał przydomek „Zieloni” (od herbu zielonej koniczynki), więc dla równowagi kolor niebieski trafił do tych piłkarzy z Wielkich Hajduk. Tyle, że pracownicy Huty w latach 20. nie pracowali w niebieskich strojach, pracowali w tym, co mieli w domowej szafie.

Powstańcy

Inną legendą o przydomku jest nawiązanie historyczne do Powstań Śląskich, w trakcie których powstańcy nosili na rękawach niebieskie opaski i ludzie nazywali ich „Niebiescy”, a powiedzenie przeniosło się na piłkarzy Ruchu, których wielu było powstańcami, uczestniczącymi we wszystkich powstaniach. Tyle, że powstańcy nosili różne opaski: białe, biało-czerwone, biało-niebieskie. Źródła milczą o tym, aby ktokolwiek powstańców śląskich nazywał „Niebieskimi”. Można jeszcze odnieść się do Gwiazdy Górnośląskiej, tyle, że ona została wprowadzona 5 lat po założeniu Ruchu. Na odznace umieszczony jest krzyż pokryty niebiesko-białą barwą.

Barwy

Najprostszą odpowiedzią byłoby stwierdzenie, że „Niebiescy” pochodzą od barw Ruchu (niebieski z konfiguracją białego: biało – niebieskie lub niebiesko – białe). W Encyklopedii piłkarskiej FUJI (tom I: Ruch Chorzów, str. 12) możemy przeczytać, że barwy Ruchu pochodzą od barw Górnego Śląska, czyli biało-niebieskie. Tygodnik „Chorzowianin” (nr 22 z 28.05.2008 na str. 19) uważa, że: W istocie barwy Śląska stanowią kolory żółty i niebieski, przyjęcie jednak takiego zestawu było wykluczone – trwały walki na Ukrainie i barwy te po prostu źle się kojarzyły. Piłkarze Ruchu w latach 20. grali w tym, co mieli, ale często była to biała koszula i ciemne (granatowe/niebieskie?) spodenki, więc czemu nie „biali”? Dlaczego piłkarzy Ruchu nie nazywano białymi? Te rozważania są nieistotne. Nie, i są już dowody na to, że w prasie w latach 30. piłkarzy nazywano „Niebieskimi” używając często sformułowania „biało-niebieskimi”. Czy to kolor barw zdecydował o tym skrócie?

Proclama

Czyli zawołanie nawiązujące do przydomku, było to coś w rodzaju okrzyku bojowego lub ostrzegawczego. Mamy tutaj wiele grup zawołań: imionowe i przezwiskowe, topograficzne lub obrazowe. Ostatnią grupą był okrzyk bojowy, mający na celu przestraszyć przeciwnika. Czy proclama brzmiąca „Niebiescy” była dewizą kibiców Ruchu, którzy swoim dopingiem chcieli pokazać, że to piłkarzy z Hajduk należy się bać, a może mieli na myśli siebie?

Symbolika

Niebieski kojarzy się z otwartą przestrzenią, wodą, morzem, niebem. W starożytnej Grecji i Rzymie kolor był symbolem najwyższych Bóstw: Zeusa i Jupitera. W starożytnym Egipcie lapis lazuli (kamień o głębokim niebieskim kolorze) symbolizował niebo, symboliczne miejsce przebywania Boga. Nie inaczej było w Polsce, już XIV wieku w języku polskim „niebieski” oznaczał „przynależny do nieba”. Niebieski jest kolorem pełnym symboliki: uduchowienie, pokój, higiena, spokój, woda, świeżość, czystość i chłód, lecz również dynamizm, kreatywność i inspiracja.

Niebieski bywa też postrzegany jako symbol przywiązania do tradycji.

Czy ten przydomek to symboliczne niebieskie przywiązanie do tradycji?

Bies

Dzisiaj drużynę Ruchu Chorzów w sposób naturalny nazywa się „Niebieskimi”, kiedyś ten przydomek pojawił się po raz pierwszy, pewnie jak w tej anegdocie na początku, podczas jakiegoś meczu kibice zwrócili się tak do swoich piłkarzy, albo pierwszy krzyknął to Bies, który widząc te niebiańskie barwy koniecznie chciał coś zostawić po sobie 😉

Dziękuję wszystkim, dzięki którym powstał ten tekst.

Autor: Grzegorz Joszko

Aktualizacja: 16/03/2018

Dostałem maila od mojego dobrego kolegi, który postanowił przedstawić swój pomysł na powyższą sprawę. Otóż uważa on, że ów przydomek „Niebiescy”, Ruch zapożyczył w latach 30. od pewnego niemieckiego mistrza Schalke 04, którego potocznie nazywa się „Die Königsblauen”*. Mój kolega napisał: Barwy te same, sukcesy porównywalne, w sam raz do podprowadzenia pseudonimu, a w takim spiskowaniu mógł wziąć udział każdy, prezes, piłkarz, dziennikarz, czy kibic. Ktokolwiek, kto był w stanie skojarzyć oba kluby.

Zresztą poczytajcie ten tekst jak to obie drużyny się nie spotkały na boisku (klik).

Co sądzicie o tym pomyśle? Piszcie na grzej@historiaruchu.pl

*) błękitno-królewscy, gdyż przydomek Schalke 04 też wywodzi się od koloru koszulek, które są w kolorze błękitu królewskiego (rodzaj koloru niebieskiego)

POMIDOR

W pewnym programie telewizyjnym wziął udział były trener Ruchu Chorzów, pan Waldemar Fornalik, obecny szkoleniowiec Piasta Gliwice. Wziął udział w udziwnionej nieco wersji „pomidora”, w której tego sformułowania można użyć tylko raz. W sumie szkoda, że pan trener nie mógł częściej używać słowa pomidor, bo wtedy może nie przechodziło mu przez gardło tak łatwo słowo „tak” lub „nie” w odniesieniu do niektórych pytań. W tych okolicznościach dla niego oczywistych, w sposób oczywisty odpowiedział na dwa pytania:

„Gdybym został w Chorzowie do końca, Ruch nadal grałby w ekstraklasie”?

TAK

„To jak zakończyła się moja misja przy Cichej to największy zawód w mojej dotychczasowej karierze”?

NIE

Chciałoby się nieco zmodyfikować i zadać pytanie zaczynające się od słów – dlaczego. Nie dlaczego uważam, że Ruch nadal grałby w ekstraklasie (nie, bo nie otrzymałby licencji), a dlaczego odszedłem z klubu, żeby to wcielić w życie i się o tym przekonać. Też mógłbym spróbować odpowiedzieć na to pytanie, ale lepiej użyć słowa: POMIDOR

Co do drugiego pytania, to ciekaw jestem jaki to ten największy zawód przypadł w udziale panu Fornalikowi. Przecież za trenerem same sukcesy, medale mistrzostw Polski, zero spadku w trenerskiej karierze, promocja młodych graczy, których wprowadził do dorosłej piłki czy raczej: POMIDOR

Fajna ta zabawa w zadawanie pytań.

Czy uważam, że pan Waldemar Fornalik był najlepszym trenerem w historii Ruchu Chorzów?

POMIDOR

Czy pan Waldemar Fornalik jest współwinny temu, że Ruch Chorzów spadł z ekstraklasy?

POMIDOR

Czy pan Waldemar Fornalik może używać nadal w stosunku do swojej osoby pseudonimu „King”?

POMIDOR

Czy pan Waldemar Fornalik jeszcze kiedyś będzie mistrzem Polski?

POMIDOR

Czy pan Waldemar Fornalik kiedyś wróci do Ruchu Chorzów?

POMIDOR

Czy kibice „Niebieskich” nadal wielbią i szanują pana Waldemara Fornalika?

POMIDOR

Jakim warzywem obrzucają się uczestnicy podczas hiszpańskiego święta Tomatina? I czy jest to POMIDOR?

POMIDOR

Autor: GJ (POMIDOR)

Jak dziecko

Muszę przyznać, że na wczorajszej premierze książki „Niebieskie Majstry” czułem się tak, jak czuje się małe dziecko, które spotyka swojego ulubionego bohatera. Wczoraj tych bohaterów było czterech: Piotr Czaja, Eugeniusz Lerch, Antoni Piechniczek i Krzysztof Warzycha. Cztery legendy Ruchu Chorzów. To było wspaniałe uczucie siedzieć przy nich i słuchać ich opowieści. Myślę, że nie tylko dla mnie, ale również dla wielu osób, które usiadło na widowni Miejskiego Domu Kultury w Chorzowie Batorym. Plan był taki, aby to niebiescy mistrzowie byli gwiazdami wieczoru i sądzę, że tak się właśnie stało.

Podczas panelu były momenty, których nie przewidziałem. Myślę, że Paweł Czado, który świetnie prowadził ten premierowy panel (dzięki Paweł!) też się tego nie spodziewał. Były to chwile niezwykle wzruszające:

Pierwsze, kiedy Piotr Czaja (trzykrotny mistrz Polski w barwach Ruchu 1974, 1975, 1979) podziękował trenerowi Antoniemu Piechniczkowi, że miał możliwość jako trener bramkarzy uczestniczyć w mistrzostwach świata w piłce nożnej.

Drugie, kiedy Krzysztof Warzycha wspominał niezapomnianego trenera Jerzego Wyrobka i kiedy to można było zobaczyć wzruszenie na twarzy Piotra Czai.

I trzecie, kiedy Krzysztof Warzycha również podziękował trenerowi Antoniemu Piechniczkowi, że debiutował u niego i również zakończył reprezentacyjną karierę i to wszystko w odstępie dekady.

Warto było napisać książkę o Ruchu, o piłkarzach, o trenerach i o kibicach tego wspaniałego klubu. Sama książka? Musicie osądzić sami. Możecie ją nabyć w punktach sprzedaży stacjonarnych i internetowych Ruchu Chorzów.

Wczorajsza premiera książki w moim odczuciu to był tylko wstęp do drugiej części wczorajszej uroczystości (czytaj: reakcji kibiców na otaczającą nas bieżącą sytuację). To start stowarzyszenia „Wielki Ruch”, które mam nadzieję – daje szansę na start i lepsze jutro. Jasne, że najlepiej byłoby, aby zamiast kibiców pojawił się szejk, ale bądźmy realistami. Dzisiaj to my jesteśmy nadzieją tego klubu, dzisiaj to tylko kropla, ale kropelka do kropelki…

Autor: Grzegorz Joszko (grzej@historiaruchu.pl)

NM

Ma przyjemny dotyk. Zapach papieru bardzo intensywny. Delikatny połysk stron. Czternaście historii. Każda inna. Powtarzają się tylko bohaterowie.

 

Uff

Niebieskie Majstry

Książka „Niebieskie Majstry” pojawi się już w styczniu. Pomysł na publikację tekstów, które ukazywały się w ramach cyklu o mistrzowskich sezonach Ruchu w formie książki pojawił się niedawno. To nie było planowane. Ta książka to dedykacja dla bardzo bliskiej mi osoby. Dystrybutorem książki będzie klub sportowy Ruch Chorzów. Jej wydanie wspomogła Grupa Kapitałowa Fasing SA., bez pomocy której książka dotarłaby do niewielkiej grupy odbiorców. Oprócz tego bardzo pomogli mi moi przyjaciele z Katowic, Warszawy czy Opola.

Tytuł: „Niebieskie Majstry”

Autor: Grzegorz Joszko

Wydawnictwo: HistoriaRuchu.pl

Informacje wydawnicze: stron 320, papier kredowy, twarda okładka.

Echa Szlaku

Jestem wam winien parę słów na temat „Szlaku Historii Ruchu”. W chwili obecnej jestem w trakcie przygotowania materiałów dla Urzędu Miasta, który jest organizatorem tego przedsięwzięcia. Wyznaczonych zostało ok. 25 punktów szlaku, którym zostały zrobione zdjęcia. Trwa weryfikacja własności budynków, gdzie zaplanowano umieszczenie tablic, które będę wykonane z metalu, a tekst na nich grawerowany w technologii laserowej. Nie będzie żadnej prowizorki. Trwa również tworzenie specyfikacji dotyczącej szlaku elektronicznego. Nie chciałbym pominąć z żadnego z ważnych miejsc dla Ruchu, dlatego jeśli przychodzi wam do głowy jakiś ciekawy pomysł – proszę o kontakt. O dalszych etapach postaram się was informować na bieżąco.

Plany

W kolejce czekają dwa artykuły, szczególnie jeden z nich – rozmowa z córką przedwojennego piłkarza Ruchu – czeka zbyt długo. Przepraszam bardzo, to jednak kwestia czasu, którego tak mi brakuje, żeby zabrać się za napisanie tego tekstu. Ze względu na pracę zawodową, moja aktywność w zakresie historyczno-dziennikarskim w najbliższym czasie będzie bardzo uboga. Ostatnie tygodnie były trudne. Bardzo trudne. Czas nie chciał się wydłużyć nawet trochę.

Autor: Grzegorz Joszko (grzej@historiaruchu.pl)

Tour bleu de Pologne

Ktoś mógłby pomyśleć, że sekcja klubu spod znaku eRki to tylko sukcesy piłkarzy. Kiedyś pisaliśmy o boksie w wydaniu Ruchu, a teraz kilka słów o kolarzach. Oto opowieść o rywalizacji dwóch z nich.

W lecie 1928 roku rozegrano pierwszy Bieg Kolarski dookoła Polski. Na starcie stanęło 71 kolarzy. Najlepszym okazał się Feliks Więcek z Bydgoskiego Klubu Kolarskiego. Tradycja wyścigu była kontynuowana w kolejnych latach. Ponownie została reaktywowana po wojnie. W dniach 13-27 września 1953 roku została rozegrana 10. edycja wyścigu już pod nazwą Tour de Pologne. Rywalizację rozpoczęło 65 kolarzy.

Wyścig zaczynał się od Warszawy, przez Włocławek, Bydgoszcz, Gdańsk, Koszalin, Szczecin, Poznań, Zieloną Górę, Jelenią Górę, Opole, Chorzów, Zakopane, Kielce i kończył się w Warszawie. W sumie do przejechania było 2300 kilometrów.

Pierwsze dwa etapy wygrał urodzony w Chorzowie Henryk Hadasik, na co dzień zawodnik Ruchu (wówczas Unia Chorzów) i założył żółtą koszulkę lidera klasyfikacji generalnej. Utrzymał ją jeszcze podczas 3 etapu. Kolejny wyścig wygrał Mieczysław Wilczewski, który również reprezentował niebieskie barwy Ruchu. Po czwartym etapie jego kolega z drużyny Hadasik stracił przodownictwo na rzecz Wacława Wójcika, zawodnika Legii (wówczas CWKS Warszawa) który był faworytem prasy do wygrania całego wyścigu.

Zdjęcie: Henryk Hadasik

Prasa śląska napisała po czterech wyścigach o Hadasiku: Jest to (…) najpracowitszy kolarz wyścigu, który w każdej sytuacji nie szczędzi sił by wzmocnić tempo czołówki lub uskrzydlić wysiłki kolegów do pogoni za uciekinierami.

Piąty etap wygrał Wilczewski. Szósty etap, który kończył się w Poznaniu ponownie wygrał Hadasik. Na sześć etapów aż pięć wygrali zawodnicy Ruchu, ale liderem ciągle był Wójcik. Od 7 etapu żółtą koszulkę założył Wilczewski. I nie oddał jej już do końca Tour de Pologne.

Niestety Henryk Hadasik złapał gumę na trasie 7 etapu i stracił on sporo minut do swojego klubowego kolegi, co spowodowało, że strata na tym etapie była już nie do obrobienia. Ostatecznie Hadasik zajął na koniec wyścigu 8 miejsce w klasyfikacji generalnej. Jednak najważniejszy etap dla obu chorzowskich kolarzy miał się dopiero odbyć.

24 września 1953 roku kolarze wyjechali z Opola na liczący 165 kilometrów dziesiąty etap, który kończył się na torze stadionu Ruchu w Chorzowie. Trasa był dość prosta, poza ponad kilometrowym wzniesieniem przed Łaziskami. Od początku wyścigu uformowała się kilkuosobowa grupa, w której prym wiódł Wiśniewski z Wawelu (wówczas OWKS Kraków), który dwukrotnie miał jednak defekt na trasie. Przed Katowicami grupa uciekinierów liczyła czterech kolarzy: Wójcik i Królak z Legii oraz Hadasik i Wilczewski z Ruchu. Na chorzowski stadion o godzinie 16:30 wjechała trójka kolarzy, ale o pierwsze miejsce walka toczyła się już tylko pomiędzy Hadasikiem i Wilczewskim. Obu bardzo zależało aby wygrać na swoim terenie. O centymetry wygrał Hadasik i to on przed tysiącami kibiców Ruchu zgromadzonych na widowni chorzowskiego stadionu mógł unieść ręce w geście tryumfu. Wielkie brawa otrzymał również Wilczewski oraz pechowiec Wiśniewski, który ostatnie 300 metrów przebiegł z rowerem na ramieniu.

Zdjęcie: finisz na boisku Ruchu (po prawej Hadasik)

Zdjęcie: Henryk Hadasik odbiera kwiaty po zwycięstwie na stadionie Ruchu

Mieczysław Wilczewski na ostatnich trzech etapach nie dał sobie wydrzeć żółtej koszulki lidera i wygrał 10. edycję wyścigu Tour de Pologne. Prasa o nim napisała: Tak jak swą świetną jazdą Mieczysław Wilczewski wywołał wiele radości wśród niezliczonych dziesiątków tysięcy miłośników kolarstwa, tak nieopanowanymi odruchami na ostatnich etapach przysporzył szczerym swoim zwolennikom sporo kłopotu (…) Przykro jest mówić o tych sprawach (…) dotyczą one zagadnień wychowania sportowców i Wilczewski jest właśnie zawodnikiem potrzebującym troskliwej opieki wychowawczej, a jednym z pierwszych zadań kierownictwa naszego kolarstwa jest właśnie otoczenie go taką troskliwą i koniecznie pełną życzliwości opieką (…)

Zdjęcie: Zwycięzca 10. edycji TdP – Mieczysław Wilczewski

Wilczewski był człowiekiem, który nie akceptował propagandy komunistycznej, często wyrażał na ten temat swoją opinię, ponadto wiedział, że sukces i pieniądze tkwią w zawodowym kolarstwie, co dla ówczesnej władzy było nie do zaakceptowania. W latach 70. Wilczewski wyemigrował do Stanów Zjednoczonych i tam pozostał do końca życia.

Tradycje kolarstwa w Ruchu były kontynuowane do początku lat 90, ale takiej niebieskiej dominacji jak w wyścigu w 1953 roku nie było już nigdy w tej dyscyplinie sportu. Tour de Pologne na długie lata opuścił Chorzów i powrócił na lotną premię w 2015 roku.

Autor: Grzegorz Joszko

Wolne strony

Na początek podziękowania. Wygraliśmy głosowanie z budżetu obywatelskiego dzięki zaangażowaniu wielu osób, przyjaciół, rodziny, kibiców, znajomych i chorzowskiego klubu. Dziękujemy Wam wszystkim i każdemu z osobna. O postępach w realizacji będziemy was informować na bieżąco.

Jak wspominaliśmy wcześniej to dopiero mały kroczek, który uczyniliśmy dla propagowania historii Ruchu. Następny jeszcze w tym roku. Będzie to książka o zdobyciu 14 tytułów mistrza Polski. Sezon po sezonie opowiemy o ludziach, którzy przyczynili się do każdego mistrzowskiego lauru.

W książce zostało nam kilka wolnych stron dla reklamodawców. Jeśli wasze firmy chciałyby zamieścić w książce swoją reklamę, prosimy o kontakt mailowy: grzej@historiaruchu.pl

Książka powinna pojawić się w drugiej połowie grudnia. Pod choinkę.

Autor: Grzegorz Joszko

Głosowanie

Tak sobie pomyśleliśmy, że Budżet Obywatelski to taka fajna inicjatywa mieszkańców, żeby coś przygotować, coś odnowić czy coś zbudować.

Tak sobie pomyśleliśmy, że fajnie byłoby w Chorzowie zrobić szlak historii Ruchu Chorzów i zaczerpnąć trochę z tego budżetu. Ustawić plansze informacyjne w mieście aby uzmysłowić mieszkańcom, że to miasto żyje piłką nożną w niebieskich barwach. Okrasić to wszystko wirtualnym spacerem jakby się komuś nie chciało chodzić.

Od zeszłego tygodnia trwa głosowanie na najlepsze wnioski (tutaj możecie sprawdzić wyniki) i szanując inne projekty czujemy się tak jakby spadł na nas worek cementu z czwartego piętra. Otóż mimo zakrojonej akcji informacyjnej przegrywamy z muralem. Nie czujemy żalu, tylko zdziwienie.

Dziękujemy wszystkim, którzy głosowali. Dziękujemy wszystkim, którzy nas wspierali i będą jeszcze wspierać. Głosowanie trwa jeszcze do 27 października, możecie głosować całymi rodzinami. Tutaj jest link go głosowania.

Poniższe zdjęcia przedstawiają dwa budynki, które kipią przedwojenną historią Ruchu. Chcecie wiedzieć jaką?